Za trzy lata kończy się umowa z Prokomem. Chcę, by ZUS ogłosił wtedy przetarg na administrowanie naszym systemem informatycznym i modyfikowanie go. Otwarty przetarg, do którego może przystąpić każda firma. W tym Prokom, jeśli rzecz jasna jeszcze będzie istniał - zastrzega szef ZUS Paweł Wypych.
Skąd ta decyzja? - Panowie nie uwierzą, ale nasze rozmowy z Prokomem nie mają nic wspólnego z polityką. Ani z tym, czy pan Ryszard Krauze się stawił w prokuraturze, czy nie - zapewnia Wypych.
Zdaniem prezesa ZUS chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo Polaków. A owo bezpieczeństwo na szwank narazić mogą zawirowania wokół Prokomu. Spółka właśnie jest przejmowana przez powiązaną z Prokomem kapitałowo spółkę Asseco Poland, który ma odkupić od Krauzego wszystkie akcje. Zdaniem analityków pakiet będzie wart ponad 3 mld zł. Sam Ryszard Krauze zrezygnował na początku miesiąca z funkcji prezesa oraz z członkostwa w zarządzie Prokom Software. Cały czas przebywa za granicą.
Polityczne skojarzenia narzucają się jednak mimowolnie. Właściciel Prokomu znajduje się na cenzurowanym w PiS, od kiedy prokuratura postawiła mu zarzuty w związku z tzw. aferą przeciekową, czyli ostrzeżeniem Andrzeja Leppera przed akcją CBA. Wypych to z kolei człowiek PiS powołany na to stanowisko kilka miesięcy temu z woli Jarosława Kaczyńskiego.
- Nie powinniśmy straszyć ludzi. Jeśli Asseco przejmie Prokom, to będzie musiało kontynuować wszelkie zawarte umowy. Nie grozi nam żaden kataklizm. Prokom i ZUS nie mogą się kłócić, bo od nich zależy los 20 mln ubezpieczonych - twierdzi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS, który o planach pozbycia się Prokomu dowiedział się od "Gazety".
Tymczasem według naszych informacji napięcie między ZUS a Prokomem rośnie. - Co roku podpisujemy standardową umowę na administrowanie systemem. Obecne władze ZUS wystraszyły się, jak pokazaliśmy im we wrześniu sam projekt. Bo jak to, podpisać umowę z Prokomem w trakcie kampanii wyborczej? Wyglądałoby na to, że PiS robi interesy z oligarchami - ironizuje jeden z pracowników Prokomu.
Zamiast nowej umowy ZUS podpisał aneks do starej. - Efekt ten sam, ale nikt władzy nie może zarzucić, że coś nowego z Prokomem podpisali. Paranoja - obrusza się jeden z wysokich rangą pracowników Prokomu.
Wypych przekonuje "Gazetę", że Prokom ma dziś zbyt mocną pozycję w ZUS. - Nie może być tak, że ktoś dyktuje nam warunki w każdej kwestii - twierdzi prezes. Umowę z Prokomem ocenia jako "trudną". Według Wypycha nie traktuje ona obu stron w sposób partnerski. ZUS musi uzgadniać z Prokomem nawet zakup komputerów. Pracownicy Zakładu nie mogą też nic sami zmieniać w systemie informatycznym do wypłaty emerytur, który stworzył Prokom.
Koniec epoki, Prokom odchodzi?
Jeśli ZUS wycofa się ze współpracy z Prokomem, nastąpi koniec pewnej epoki. Umowa ze spółką Krauzego zawarta w 1997 r. przez ówczesną prezes tej instytucji Anna Bańkowską z SLD była informatycznym kontraktem stulecia pod każdym względem. Wrażenie robił zakres zlecenia - gdyńska spółka miała stworzyć tzw. Kompleksowy System Informatyczny (KSI), który będzie w stanie obsłużyć 20 mln ubezpieczonych. KSI był częścią przygotowań do reformy emerytalnej wprowadzonej ostatecznie w 1999 r. Imponująca była również wartość wysokość kontraktu. Podatnicy mieli zapłacić za KSI 703 mln zł.
Dziś Zakład oblicza, że poszło na niego łącznie z kosztami administrowania i poprawkami do programu już 2,1 mld zł (mniej więcej 225 mln zł rocznie).
Od początku wątpliwości budził wybór wykonawcy. Wygrana Prokomu wywołała podobne kontrowersje jak zwycięstwo Polsatu w konkursie na pierwszą prywatną telewizję w kraju. "Gazeta" pisała o protestach firm informatycznych, które zarzucały ZUS, że Prokom był od początku faworyzowany.
Kolejne ekipy rządowe - zwłaszcza ekipa Jerzego Buzka - chciały zakończyć kosztowny związek zakładu z Prokomem. Tyle że bez gdyńskiej spółki system informatyczny Zakładu mógłby przestać działać. Sam system powstawał w bólach. Np. z powodu nieudolnego wprowadzania skanowanych danych zawierał wiele błędnych informacji o ubezpieczonych.
- W pewien sposób jesteśmy na siebie wzajemnie skazani. My ich rzucić nie możemy, bo są jedynym dostawcą takich usług - twierdzi Wypych.
Jak ma wyglądać rozstanie? Wypych chce to robić krok po kroku. Zakład zażądał niedawno od Prokomu zdeponowania w jednym z banków - prawdopodobnie będzie to PKO BP - kodu źródłowego oraz dokumentacji do KSI. Umowę w tej sprawie właśnie podpisano. To oznacza w praktyce, że informatycy Zakładu dowiedzą się, jak KSI tak naprawdę działa od wewnątrz. Kod źródłowy pozostanie jednak własnością Prokomu jeszcze przez trzy lata i dopiero po tym okresie przejdzie na własność Zakładu.
Informatycy ZUS sprawdzają też, w jakich sprawach mogą zastąpić Prokom. ZUS zaczął też naciskać na swojego kontrahenta, aby ten przystosował KSI do obsługi tzw. starych emerytur. Chodzi o świadczenia wypłacane osobom urodzonym przed 1948 r. Prokom według Wypycha miał to zrobić do 2005 r. Zmiany nie są gotowe do dziś. ZUS takie obliczenia musi zlecać na zewnątrz i płaci za to ok. 160 mln zł rocznie. Prokom zapewnia z kolei, że emerytur robić nie musi, bo nie dostał na to zlecenia.
A Prokom uspokaja
Oficjalnie kontakty między spółką a ZUS są wzorem poprawności politycznej. Na pytanie, czy Prokom czuje, że PiS chce go wyrzucić z Zakładu, Krzysztof Król z biura prasowego spółki długo zaprzecza.
Kto mógłby zająć miejsce Prokomu w ZUS? Według Wypycha np. firmy, które startowały w przetargu w 1997 r. (IBM i Hewlett-Packard). - Są na rynku firmy dysponujące odpowiednim potencjałem, gotowe wystartować w takim przetargu - twierdzi Wypych. W nowym konkursie weźmie też udział na pewno Prokom.
Niezależnie od tego, kto wygra przetarg, podatników czekają kolejne wydatki. - Ta kura znosi złote jaja dlatego, że nasi parlamentarzyści tak często zmieniają prawo związane ze świadczeniami z ZUS. Interes dla Prokomu był dobry nie tylko dlatego, że on stworzył KSI, ale dlatego, że musi go często modyfikować. Sejm musi mieć świadomość, że każda poprawka do systemu ubezpieczeń społecznych to są koszty w systemie informatycznym ZUS - twierdzi Wypych.
Skąd ta decyzja? - Panowie nie uwierzą, ale nasze rozmowy z Prokomem nie mają nic wspólnego z polityką. Ani z tym, czy pan Ryszard Krauze się stawił w prokuraturze, czy nie - zapewnia Wypych.
Zdaniem prezesa ZUS chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo Polaków. A owo bezpieczeństwo na szwank narazić mogą zawirowania wokół Prokomu. Spółka właśnie jest przejmowana przez powiązaną z Prokomem kapitałowo spółkę Asseco Poland, który ma odkupić od Krauzego wszystkie akcje. Zdaniem analityków pakiet będzie wart ponad 3 mld zł. Sam Ryszard Krauze zrezygnował na początku miesiąca z funkcji prezesa oraz z członkostwa w zarządzie Prokom Software. Cały czas przebywa za granicą.
Polityczne skojarzenia narzucają się jednak mimowolnie. Właściciel Prokomu znajduje się na cenzurowanym w PiS, od kiedy prokuratura postawiła mu zarzuty w związku z tzw. aferą przeciekową, czyli ostrzeżeniem Andrzeja Leppera przed akcją CBA. Wypych to z kolei człowiek PiS powołany na to stanowisko kilka miesięcy temu z woli Jarosława Kaczyńskiego.
- Nie powinniśmy straszyć ludzi. Jeśli Asseco przejmie Prokom, to będzie musiało kontynuować wszelkie zawarte umowy. Nie grozi nam żaden kataklizm. Prokom i ZUS nie mogą się kłócić, bo od nich zależy los 20 mln ubezpieczonych - twierdzi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS, który o planach pozbycia się Prokomu dowiedział się od "Gazety".
Tymczasem według naszych informacji napięcie między ZUS a Prokomem rośnie. - Co roku podpisujemy standardową umowę na administrowanie systemem. Obecne władze ZUS wystraszyły się, jak pokazaliśmy im we wrześniu sam projekt. Bo jak to, podpisać umowę z Prokomem w trakcie kampanii wyborczej? Wyglądałoby na to, że PiS robi interesy z oligarchami - ironizuje jeden z pracowników Prokomu.
Zamiast nowej umowy ZUS podpisał aneks do starej. - Efekt ten sam, ale nikt władzy nie może zarzucić, że coś nowego z Prokomem podpisali. Paranoja - obrusza się jeden z wysokich rangą pracowników Prokomu.
Wypych przekonuje "Gazetę", że Prokom ma dziś zbyt mocną pozycję w ZUS. - Nie może być tak, że ktoś dyktuje nam warunki w każdej kwestii - twierdzi prezes. Umowę z Prokomem ocenia jako "trudną". Według Wypycha nie traktuje ona obu stron w sposób partnerski. ZUS musi uzgadniać z Prokomem nawet zakup komputerów. Pracownicy Zakładu nie mogą też nic sami zmieniać w systemie informatycznym do wypłaty emerytur, który stworzył Prokom.
Koniec epoki, Prokom odchodzi?
Jeśli ZUS wycofa się ze współpracy z Prokomem, nastąpi koniec pewnej epoki. Umowa ze spółką Krauzego zawarta w 1997 r. przez ówczesną prezes tej instytucji Anna Bańkowską z SLD była informatycznym kontraktem stulecia pod każdym względem. Wrażenie robił zakres zlecenia - gdyńska spółka miała stworzyć tzw. Kompleksowy System Informatyczny (KSI), który będzie w stanie obsłużyć 20 mln ubezpieczonych. KSI był częścią przygotowań do reformy emerytalnej wprowadzonej ostatecznie w 1999 r. Imponująca była również wartość wysokość kontraktu. Podatnicy mieli zapłacić za KSI 703 mln zł.
Dziś Zakład oblicza, że poszło na niego łącznie z kosztami administrowania i poprawkami do programu już 2,1 mld zł (mniej więcej 225 mln zł rocznie).
Od początku wątpliwości budził wybór wykonawcy. Wygrana Prokomu wywołała podobne kontrowersje jak zwycięstwo Polsatu w konkursie na pierwszą prywatną telewizję w kraju. "Gazeta" pisała o protestach firm informatycznych, które zarzucały ZUS, że Prokom był od początku faworyzowany.
Kolejne ekipy rządowe - zwłaszcza ekipa Jerzego Buzka - chciały zakończyć kosztowny związek zakładu z Prokomem. Tyle że bez gdyńskiej spółki system informatyczny Zakładu mógłby przestać działać. Sam system powstawał w bólach. Np. z powodu nieudolnego wprowadzania skanowanych danych zawierał wiele błędnych informacji o ubezpieczonych.
- W pewien sposób jesteśmy na siebie wzajemnie skazani. My ich rzucić nie możemy, bo są jedynym dostawcą takich usług - twierdzi Wypych.
Jak ma wyglądać rozstanie? Wypych chce to robić krok po kroku. Zakład zażądał niedawno od Prokomu zdeponowania w jednym z banków - prawdopodobnie będzie to PKO BP - kodu źródłowego oraz dokumentacji do KSI. Umowę w tej sprawie właśnie podpisano. To oznacza w praktyce, że informatycy Zakładu dowiedzą się, jak KSI tak naprawdę działa od wewnątrz. Kod źródłowy pozostanie jednak własnością Prokomu jeszcze przez trzy lata i dopiero po tym okresie przejdzie na własność Zakładu.
Informatycy ZUS sprawdzają też, w jakich sprawach mogą zastąpić Prokom. ZUS zaczął też naciskać na swojego kontrahenta, aby ten przystosował KSI do obsługi tzw. starych emerytur. Chodzi o świadczenia wypłacane osobom urodzonym przed 1948 r. Prokom według Wypycha miał to zrobić do 2005 r. Zmiany nie są gotowe do dziś. ZUS takie obliczenia musi zlecać na zewnątrz i płaci za to ok. 160 mln zł rocznie. Prokom zapewnia z kolei, że emerytur robić nie musi, bo nie dostał na to zlecenia.
A Prokom uspokaja
Oficjalnie kontakty między spółką a ZUS są wzorem poprawności politycznej. Na pytanie, czy Prokom czuje, że PiS chce go wyrzucić z Zakładu, Krzysztof Król z biura prasowego spółki długo zaprzecza.
Kto mógłby zająć miejsce Prokomu w ZUS? Według Wypycha np. firmy, które startowały w przetargu w 1997 r. (IBM i Hewlett-Packard). - Są na rynku firmy dysponujące odpowiednim potencjałem, gotowe wystartować w takim przetargu - twierdzi Wypych. W nowym konkursie weźmie też udział na pewno Prokom.
Niezależnie od tego, kto wygra przetarg, podatników czekają kolejne wydatki. - Ta kura znosi złote jaja dlatego, że nasi parlamentarzyści tak często zmieniają prawo związane ze świadczeniami z ZUS. Interes dla Prokomu był dobry nie tylko dlatego, że on stworzył KSI, ale dlatego, że musi go często modyfikować. Sejm musi mieć świadomość, że każda poprawka do systemu ubezpieczeń społecznych to są koszty w systemie informatycznym ZUS - twierdzi Wypych.
Co to jest KSI?
Przed reformą emerytalną z 1999 r. każdy, kto chciał dostać emeryturę, musiał dostarczyć do ZUS dokumenty potwierdzające historię zatrudnienia. Pracodawcy opłacali tylko jedną składkę, wyliczaną na podstawie całego funduszu płac. Po reformie każdy ubezpieczony dostał własne konto, na które pracodawca musi mu przelać jego składki. Rocznie do ZUS wpływa ponad 260 mln dokumentów rozliczeniowych. ZUS księguje te składki i przyjmuje dokumenty od firm właśnie dzięki KSI (jego częścią jest m.in. słynny program Płatnik).
Według internetowej strony Prokomu KSI jest jednym z dziesięciu największych na świecie rozwiązań technologicznych. System w 2005 r. dostał główną nagrodę w konkursie e-Europe Awards for e-Government organizowanym przez Europejski Instytut Administracji Publicznej pracujący pod auspicjami Komisji Europejskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz